poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział IV - Normalność już jest ale teraz jak jej użyć?

   Obie ruszyły już w stronę galerii. Do niej szło się około 20 minut a na dworze było aż 12stopni. Wolnym marszem dziewczyny szły do galerii. Gdy były już pod jej drzwiami przeszły obok gigantycznej białej choinki która oczywiście była sztuczna. Drzwi do budynku były automatyczne. W środku było mnóstwo świątecznych ozdób choć był 11 stycznia. Galeria miała 3 dostępne piętra ponieważ 4 było parkingiem, a na 5 było wielkie lodowisko. Na parterze były różnorodne sklepy nie tylko z ubraniami czy biżuterie, mięsne, cukiernie, sklepy zoologiczne kioski czy "Nanunana". Na pierwszym były sklepy, a na drugim sklepy z ubraniami i jedzeniem. Dziewczyny przeszły się po kilku sklepach. Nadziei strasznie spodobała się ta bluza :                                                                                                                 



Nie kupiła jej sobie ponieważ kosztowała 190 zł. Postanowiła zbierać pieniądze. Dziewczyny chodziły po różnych sklepach z odzieżą. Tamara wybrała się na imprezę - bardziej bal więc musiała kupić sobie sukienkę. Wybrała markową - piękną, beżowo brązową - sukienkę. Kosztowała 150 zł. Następnie przyjaciółki wybrały się do sklepu RTV w którym Nadzieja kupiła sobie czerwono czarną, bez przewodową myszkę do laptopa. Były też w różnych drogich sklepach z kosmetykami ale nic tam nie kupiły bo przeciętny, ładny zapach perfum kosztował, aż 160 zł!! Dlatego poszły do tańszej drogerii i kupiły sobie śliczne, takie same perfumy o zapachu delikatnej wanilii z piżmem i drzewem sandałowym oraz cytrusami. Były w różnych sklepach np. markecie, butiku, kiosku itp. Były też w sklepie z jedzeniem. Nadzieja kupiła sobie tzw. dolewkę. Wypiła tyle, że strasznie chciało jej się iść do toalety. Ruszyły więc w tę stronę.
   Gdy wyszła z kabiny a Tamara czekała przez toaletą. Nadzieja była w pomieszczeniu sama. Odkręciła wodę i zaczęła myć ręce. Nałożyła mydło i zaczęła szorować dłonie. Przy ich spłukiwaniu woda zaczęła się poruszać! Nadzieja poruszała ręką w stronę wody która oddalała się od jej dłoni. Po chwili woda wyszła spod kontroli dziewczyny i chlapnęła ją. Dziewczyna odskoczyła pozostawiając po sobie dużą plamę wody na podłodze. Podeszła jeszcze raz puszczając wodę i poruszając ją lekko. Lekko dotknęła strumień i wtem z każdego kranu zaczęła lecieć woda. Nadzieja swobodnie poruszała każdym ze strumieni. Światło zaczęła migać. Mocno świecić- lekko. W końcu żarówki wybuchły a w całym mieście nie było prądu. Przestraszona Tamara wbiegła do łazienki chcąc dowiedzieć się czegoś o stanie przyjaciółki. Nadzieja siedziała skulona na ziemi.
-Coś ci się stało ?!- Krzyknęła Tamara podchodząc do Nadziei i podając jej rękę.
-N-Nie- powiedziała wstając.- A tobie??
-Też. Wow. Co tak potężnego mogło zakłócić dopływ prądu do całego miasta? To musiało być straszne. Wolę nie wiedzieć co to było...- Mówiła Tamara.
- Ja też... Może chodźmy już do domu? Która godzina?- spytała Nadzieja
- Em. 14.38. Ale jesteśmy długo. Ruszajmy.-uznała Tamara.

   Dziewczyny wolnym krokiem szły do domów. Tamara podekscytowana mówiła o zwarciu a Nadzieja z niechęcią jej słuchała. Dziwne, że Tamara nawet nie zauwarzyła, że Nadzieja była cała mokra.
-Z-Zimno mi...-uznała Tokarek.
-Mi też. Zaraz będziemy w domu.- pocieszyła ją Tamara.
-Ale mówię serio... Je-jestem cała mokra...- ubrania Nadziei poczęły powoli zamarzać. W sumie to przez moce Nadziei.-Tak zimnoo...
-Jejku... Co teraz??- myślała Tamara po czym wskoczyła z Nadzieją do autobusu. Zawsze ma przy sobie 2 bilety więc je skasowała. Wysiadły tuż przy swoim domu. Okazało się na dodatek, że nie ma nikogo w domu Nadziei. Dziewczynki poszły z mamą pewnie do sklepu, a Kamil znowu wyszedł z kapelą. Niestety Nadzieja nie wzięła kluczy ponieważ zapomniała. Za to u Tamary była jak zawsze mama. Nazywała się Julia(jest w zakładce bohaterowie) i była w 4 mieś ciąży z chłopcem. Z uśmiechem przywitała u siebie Nadzieję i ogrzała ją, dała jej ciepłą herbatę... Następne kilka godzin Nadzieja i Tamara gadały w jej pokoju.
-Masz jakąś ksywę?- spytała w końcu Kowalik
-To znaczy?- Nadzieja piła herbatę.
-Widzisz. Nazywam Tamara i mówią na mnie Tam. Albo Tama...-Powiedziała ponuro.
-Tama ładnie ^^-uznała Nadzieja
-Kontynuując... Do mnie mówią Tam/Tama a jak mają mówić do ciebie?
-Hmmm.... Może Nadz?
-W sumie może być.- uznała Tama.- To co Nadz? Co robimy?
-Widzisz... Długo już u ciebie jestem. Może mama wróciła. To do jutra bo na pewno się zobaczymy.

   Marta z dziewczynkami wróciły już do domu. Nadzieja przeszła przez korytarz na klatce i wesżła do domu:
-Czemu Cię aż tak długo nie było??- spytała Marta
-Najpierw byłyśmy w galeri potem wróciłyśmy a nikogo nie było w domu a ja nie miałam kluczy więc poszłam do Tamary.-tłumaczyła się Nadz.
-Aha. Fajnie było? Słyszałaś o tym zwarciu? Straszne...-mówiła mama Nadziei
-To ja... Przez przypadek!!-oznajmiła Nadz
-Kochanie...przez pół godziny w całym mieście nie było prądu. Była to twoja wina... Masz oduczyć się mocy.
-Jak to-to nie specjalnie!
-Masz ich nie używać. Mają zniknąć.
-Dobrze...-zasmuciła się Nadz.

   Nadzieja oglądała telewizję. Nie robiła nic dziś... nie robiła nic w niedzielę. Zbliżał się poniedziałek. Nadzieja wytarła mokrą głowę i umyła zęby. Ubarana w piżamy położyła się spać. To wszystko było widoczne w kuli. Dziwnej jasno przeźroczystej kuli. Nad nią stała stara, zmarszczona pani w jakimś namiocie.
-Jeżli Marta zabroni jej korzystać z mocy będzie źle prawda..?-spytała mała dziewczynka stojąca obok.
-Tak Vichan... Będzie baardzo źle.-odpowiedziała kobieta.
-Ale Hakidonmuya... Ona nie może nas zostawić... nie ma prawa!-buntowała się dziewczynka.
-Oj ma Vich... Teraz nasz los jest w jej rękach. - obie patrzyły w kule gdzie była Nadzieja w łóżku... spała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz