-Coś ci się stało ?!- Krzyknęła Tamara podchodząc do Nadziei i podając jej rękę.
-N-Nie- powiedziała wstając.- A tobie??
-Też. Wow. Co tak potężnego mogło zakłócić dopływ prądu do całego miasta? To musiało być straszne. Wolę nie wiedzieć co to było...- Mówiła Tamara.
- Ja też... Może chodźmy już do domu? Która godzina?- spytała Nadzieja
- Em. 14.38. Ale jesteśmy długo. Ruszajmy.-uznała Tamara.
Dziewczyny wolnym krokiem szły do domów. Tamara podekscytowana mówiła o zwarciu a Nadzieja z niechęcią jej słuchała. Dziwne, że Tamara nawet nie zauwarzyła, że Nadzieja była cała mokra.
-Z-Zimno mi...-uznała Tokarek.
-Mi też. Zaraz będziemy w domu.- pocieszyła ją Tamara.
-Ale mówię serio... Je-jestem cała mokra...- ubrania Nadziei poczęły powoli zamarzać. W sumie to przez moce Nadziei.-Tak zimnoo...
-Jejku... Co teraz??- myślała Tamara po czym wskoczyła z Nadzieją do autobusu. Zawsze ma przy sobie 2 bilety więc je skasowała. Wysiadły tuż przy swoim domu. Okazało się na dodatek, że nie ma nikogo w domu Nadziei. Dziewczynki poszły z mamą pewnie do sklepu, a Kamil znowu wyszedł z kapelą. Niestety Nadzieja nie wzięła kluczy ponieważ zapomniała. Za to u Tamary była jak zawsze mama. Nazywała się Julia(jest w zakładce bohaterowie) i była w 4 mieś ciąży z chłopcem. Z uśmiechem przywitała u siebie Nadzieję i ogrzała ją, dała jej ciepłą herbatę... Następne kilka godzin Nadzieja i Tamara gadały w jej pokoju.
-Masz jakąś ksywę?- spytała w końcu Kowalik
-To znaczy?- Nadzieja piła herbatę.
-Widzisz. Nazywam Tamara i mówią na mnie Tam. Albo Tama...-Powiedziała ponuro.
-Tama ładnie ^^-uznała Nadzieja
-Kontynuując... Do mnie mówią Tam/Tama a jak mają mówić do ciebie?
-Hmmm.... Może Nadz?
-W sumie może być.- uznała Tama.- To co Nadz? Co robimy?
-Widzisz... Długo już u ciebie jestem. Może mama wróciła. To do jutra bo na pewno się zobaczymy.
Marta z dziewczynkami wróciły już do domu. Nadzieja przeszła przez korytarz na klatce i wesżła do domu:
-Czemu Cię aż tak długo nie było??- spytała Marta
-Najpierw byłyśmy w galeri potem wróciłyśmy a nikogo nie było w domu a ja nie miałam kluczy więc poszłam do Tamary.-tłumaczyła się Nadz.
-Aha. Fajnie było? Słyszałaś o tym zwarciu? Straszne...-mówiła mama Nadziei
-To ja... Przez przypadek!!-oznajmiła Nadz
-Kochanie...przez pół godziny w całym mieście nie było prądu. Była to twoja wina... Masz oduczyć się mocy.
-Jak to-to nie specjalnie!
-Masz ich nie używać. Mają zniknąć.
-Dobrze...-zasmuciła się Nadz.
Nadzieja oglądała telewizję. Nie robiła nic dziś... nie robiła nic w niedzielę. Zbliżał się poniedziałek. Nadzieja wytarła mokrą głowę i umyła zęby. Ubarana w piżamy położyła się spać. To wszystko było widoczne w kuli. Dziwnej jasno przeźroczystej kuli. Nad nią stała stara, zmarszczona pani w jakimś namiocie.
-Jeżli Marta zabroni jej korzystać z mocy będzie źle prawda..?-spytała mała dziewczynka stojąca obok.
-Tak Vichan... Będzie baardzo źle.-odpowiedziała kobieta.
-Ale Hakidonmuya... Ona nie może nas zostawić... nie ma prawa!-buntowała się dziewczynka.
-Oj ma Vich... Teraz nasz los jest w jej rękach. - obie patrzyły w kule gdzie była Nadzieja w łóżku... spała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz